Troszkę przymroziło, troszkę śniegiem sypneło, Marcel jak nigdy chciał wyjść z domu na podwórko. Zazwyczaj wychodzi tylko i wyłącznie do przedszkola i tam na spacerki chodzi. W domu niestety wyjście na spacer graniczy z cudem. No i zdarzył się cud - spadł śnieg i Marcel wyszedł na śnieg , nawet aniołka zrobił.
A no i cytrynkę wciągnął , a raczej sok z cytryny, kwaśny napewno. Mnie na samą myśl szczęka boli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz