Miał być trening Tomatist'a ale nas niestety odwiedziła nas alergia z dusznościami. Zamiast do Ośrodka dla Dzieci z Autyzmem pojechalismy na turne po lekarzach.
Godzina 14 - siedzimy w poczekalni u lekarza rodzinnego, może nas przyjmie a może nie - loteria. Po pół godzine siedzenia w przychodni pełnej ludzi Marcel dostaje szału. Zaczyna się od drobnych szturchnięć, które zamieniają się w trzaskanie rękoma we mnie i wrzaski. Siedzę twartdo, bo co niby mam zrobić? Przecież nie będe na niego krzyczeć, nie będe go bić. Mogę przytrzymać ręce i czekać aż się uspokoi. To nie wina Marcela, że ma Autyzm i nie potrafi się kontrolować. Ludzie się gapią, niektórzy komentują po cichu między sobą. Nie rusza mnie to. Piszę do Męża, że dłużej nie czekam, az szanowny lekarz NFZ przyjmie łaskawie moje niepełnosprawne dziecko.
Godzina 15.25 - dzwonię do naszego prywatnego lekarza pulmonologa dziecięcego dr Andrzeja. Odwiedzalismy go często jak blizniaki były małe. Wizyta umówiona bez problemów na 17.40.
Godzina 15.30- wychodzimy z przychodni, Marcel się uspokoił. Wrócił mój mały, grzeczny synek. Jedziemy "Pod Łaźnię", Olaf ma tam rehabilitację po złamaniu ręki. W środku tragedii nie ma, ojciec dostaje małego szturchańca, powodu nie znam. Chyba tak dla odreagowania Marcel podszedł i już. Przez kwadrans jedyne szkody to wymazane duże lustro - bywało gorzej.
Godzina 17.30- czekamy na wizytę u pulmonologa. W poczekalni tylko kobieta z dzieckiem i my. Nie ma tłoku powinno być gładko i spokojnie. Ależ się myliłam - smok (autyzm) wrócił. Nie wiem co drażniło Marcela, może światło, może małe pomieszczenie a może tylko obecność obcej kobiety. Mały rzucił się z rękoma w moją stronę. Znowu robiłam za worek treningowy. Kobieta patrzy jak na nieudolną matke, która nie potrafi wychować i spacyfikować dziecka. A ja nie mam ani ochoty, ani siły tłumaczyć " ON MA AUTYZM". Zresztą ludzie powinni czasami czytać plakietki przyczepione do ubrań, plecaków itp. Marcel nosi przypinkę z Fundacji Jas i Małgosia "MAM AUTYZM A TY?". Kobieta znikneła za drzwiami gabinetu. Uffff, Marcel się uspokoił. Może przeszło, może zabrakło mu sił na walke i wrzaski. Usiadł i czekamy.
Godzina 18- juz po wizycie. Poszło gładko. Marcel ma napad alergii. Chyba czas najwyższy wykonać testy skórne i konkretnie dowiedzieć się co go uczula. Dr nie widział Marcela przez ponad 3 lata, więc o jego Autyzmie też nie wiedział. Spotkałam sie przez ostatnie 3 lata z wieloma lekarzami ale dr Midloch jako pierwszy sam spytał co dolega małemu, że jest taki noedostępny. Nigdy wczesniej prócz naszego neurologa - dr Barbary nie spotkałam także lekarza, który zapytał czy Autyzm objawił się po szczepieniu. Choc nie potrafię udokumentować, że szczepienie wywołało Autyzm, to jestem pewna, że napewno miało wpływ na jego aktywację u syna.
Leki wypisane jeszcze jeden dzień w domu i możemy ruszać na terapię.
Godzina 19- jesteśmy już w domu. Marcel męczy youtoobe, bliźniaki kończą odrabiać lekcje. Nareszcie chwila odpoczynku, bez wrzasków, krzyków i histerii.
Godzina 21- Mąż i ojciec "Św. Trójcy " jedzie na nockę do pracy. Troche mu zazdroszcze, w pewnym sensie odpocznie. Choć z perspektywy nieprzespanej nocy wole zostac z dziećmi w domu. Marcel dostał leki - syrop na alergię i żel do nosa. Leki na alergię zazwyczaj działają usypiająco na "zdrowe" dzieci - Małego aktywują. Cała trójka szaleje. Lubie patrzeć jak wspólnie się bawią , mimo ,że miedzy nimi róznica wieku 7 lat. Zabawa kończy się agresją, jak zwykle zresztą. Marcel okłada worek treningowy znaczy mnie.
Godzina 23- nastała cisza, wszyscy śpią. Kłade się i ja. Nie zwariowałam, nie oszalałam - żyje :-) Jutro kolejny dzień, mam nadzieję, że troszkę spokojniej go spędzimy ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz